ITTC
Wróć do Wiedzy

Artykuł

System zarządzania sprzedażą oparty na KPI – jak zbudować go tak, żeby naprawdę działał

· 6 min czytania

System zarządzania sprzedażą oparty na KPI – jak zbudować go tak, żeby naprawdę działał

Dlaczego raporty rosną, a przewidywalność sprzedaży nie

Rozmowa o wskaźnikach w sprzedaży zwykle zaczyna się od zdania: „my mamy KPI”. Po chwili okazuje się, że firma ma raport z przychodu, realizację planu w procentach, czasem marżę na kliencie i listę otwartych szans w CRM. To nie jest system zarządzania sprzedażą oparty na KPI. To rejestracja przeszłości.

Różnica jest praktyczna. Jeżeli w połowie kwartału wiesz tylko, że realizujesz plan w 41%, masz problem, ale nie masz informacji, co z nim zrobić. Jeżeli widzisz, że liczba nowych spotkań spadła o jedną trzecią sześć tygodni temu, a średni czas od oferty do decyzji wydłużył się o dwa tygodnie, wiesz gdzie działać — i wiesz, że efekt zobaczysz nie natychmiast, ale za kilka tygodni.

Z naszych doświadczeń wynika, że najczęstszy problem w zarządzaniu sprzedażą nie polega na braku danych. Polega na tym, że dane opisują wynik, a nie zachowania i etapy, które ten wynik tworzą.

Zacznij od procesu, nie od listy wskaźników

KPI nie da się sensownie zaprojektować, jeśli nie jest opisany proces sprzedaży. To brzmi banalnie, ale w praktyce właśnie tutaj rozsypuje się większość wdrożeń. Handlowcy pracują różnie, etapy w CRM nazywają się „w kontakcie”, „rozmowy”, „negocjacje”, a każdy rozumie je inaczej. W takiej sytuacji konwersja między etapami jest fikcją statystyczną.

Dlatego pierwszy krok to odpowiedź na kilka bardzo konkretnych pytań:

- Jak faktycznie powstaje u nas sprzedaż — jakie zdarzenia następują po sobie od pierwszego kontaktu do podpisania i pierwszej faktury? - Które etapy są krytyczne, czyli po których najczęściej klienci wypadają z procesu? - Co dokładnie oznacza przejście z etapu na etap? Jaki fakt musi zaistnieć, żeby to zaznaczyć? - Ile trwa cały cykl i jak bardzo różni się między segmentami klientów?

Dopiero mając to, można wybierać wskaźniki. KPI są pochodną procesu, nie odwrotnie.

Trzy poziomy wskaźników, które muszą się ze sobą łączyć

Dobry system opiera się na prostej logice przyczynowo-skutkowej. Najwygodniej patrzeć na trzy poziomy.

Wskaźniki wyniku — przychód, marża, realizacja planu, udział nowych klientów w sprzedaży, retencja, wartość koszyka. Mówią, gdzie jesteśmy. Są niezbędne i całkowicie bezużyteczne jako narzędzie codziennego zarządzania.

Wskaźniki procesu — liczba i jakość leadów, konwersja między etapami, długość cyklu sprzedaży, wartość i struktura pipeline'u, skuteczność ofertowania, poziom rabatowania. To tutaj widać przyczyny. Jeśli marża spada, odpowiedź prawie zawsze jest w rabatach, miksie produktowym albo w tym, do jakich klientów handlowcy trafiają.

Wskaźniki aktywności — liczba rozmów, spotkań, ofert, kontaktów z kluczowymi klientami. Najbardziej kontrowersyjny poziom, bo najłatwiej go zdegradować do kontroli. Aktywności mają sens tylko wtedy, gdy są powiązane z konwersją. Sto spotkań o niskiej jakości nie jest lepsze niż trzydzieści dobrze przygotowanych.

Sensowny zestaw to zwykle 6–10 wskaźników na poziomie zarządu i 3–5 na poziomie pojedynczego handlowca. Więcej oznacza, że nikt na nie nie patrzy.

Test, który warto zrobić przed wdrożeniem ".Dla każdego wskaźnika zadaj trzy pytania: kto konkretnie odpowiada za jego poziom, jaką decyzję podejmiemy, jeśli wskaźnik pogorszy się o 20%, i skąd pochodzą dane. Jeżeli na którekolwiek z tych pytań nie ma odpowiedzi, wskaźnik jest ozdobą raportu.

Dane muszą powstawać w procesie, nie w Excelu w piątek po południu

System KPI stoi i upada na jakości danych. Jeżeli informacje są uzupełniane raz w tygodniu, z pamięci, pod presją raportu, wskaźniki będą opisywać nie sprzedaż, lecz sprawozdawczość. W praktyce oznacza to, że CRM musi wspierać pracę handlowca, a nie być dodatkowym obowiązkiem. Krótkie formularze, ograniczona liczba pól obowiązkowych, automatyzacja tam, gdzie to możliwe, jednoznaczne definicje etapów.

To moment, w którym temat zarządzania sprzedażą staje się tematem technologicznym i procesowym jednocześnie. Bez porządku w narzędziach dyskusja o wskaźnikach pozostanie teoretyczna.

Rytm zarządzania — element pomijany najczęściej

Największa strata przy wdrażaniu KPI wygląda tak: firma zbudowała dashboard, wskaźniki są policzone, a mimo to nic się nie zmienia. Brakuje rytmu, czyli powtarzalnego cyklu rozmów, w których wskaźniki przekładają się na decyzje.

W praktyce sprawdza się prosty układ:

- tydzień — pipeline, aktywności, konkretne szanse, blokady; rozmowa menedżera z handlowcem, krótka i operacyjna, - miesiąc — konwersje, długość cyklu, marża, struktura klientów; rozmowa o trendach, nie o pojedynczych transakcjach, - kwartał — plan, alokacja zasobów, portfel produktowy, cele i ich korekta.

Rytm zmienia rolę menedżera sprzedaży. Z osoby, która sumuje wyniki i tłumaczy je zarządowi, staje się kimś, kto pracuje nad przyczynami. To nie dzieje się samo — większość szefów sprzedaży nie ma w tym zakresie treningu, bo awansowali z roli najlepszego handlowca. Wdrożenie KPI bez rozwoju kompetencji menedżerskich zwykle kończy się raportowaniem.

Czego KPI nie zrobią za organizację

Wskaźniki nie naprawią złej propozycji wartości, źle ustawionych cen, braku leadów ani konfliktu między sprzedażą i marketingiem. Pokażą go — czasem brutalnie. Bardzo często dopiero uporządkowany pomiar ujawnia, że problem nie leży w handlowcach, tylko w produkcie, w procesie obsługi zamówienia albo w tym, że firma sprzedaje do segmentu, w którym nie ma przewagi.

Warto też pamiętać o efektach ubocznych. Każdy wskaźnik powiązany z premią zaczyna kształtować zachowania — również te niepożądane. Jeśli mierzymy wyłącznie przychód, dostaniemy rabaty. Jeśli tylko nowych klientów, ucierpi baza. Dlatego dobre systemy zawsze mają wskaźniki równoważące się: wolumen z marżą, akwizycję z retencją.

Efekt, który realnie widać

Dojrzały system zarządzania sprzedażą oparty na KPI daje przede wszystkim przewidywalność — możliwość powiedzenia w połowie kwartału, jaki będzie wynik, i zdążenia z reakcją. Daje też krótszy czas wdrożenia nowego handlowca, bo wiadomo, czego się od niego oczekuje na każdym etapie, mniejszą zależność wyniku od kilku osób i lepszą jakość decyzji o inwestowaniu w kanały i segmenty. Dla właściciela ma to jeszcze jeden wymiar: firma, w której sprzedaż jest procesem, a nie zbiorem indywidualnych talentów, jest po prostu warta więcej.

Wdrożenie takiego systemu rzadko jest projektem czysto analitycznym. Dotyka procesu, technologii, kompetencji menedżerów i sposobu, w jaki zarząd rozmawia o sprzedaży. Najczęściej robi się to etapami: diagnoza obecnego procesu i jakości danych, wybór wskaźników, uporządkowanie narzędzi, wdrożenie rytmu zarządzania, a potem korekty po pierwszych miesiącach pracy.

Jeżeli w Twojej firmie sprzedaż jest raportowana, ale trudno powiedzieć, skąd wynikają jej wahania, warto przyjrzeć się temu szerzej. Możemy wspólnie sprawdzić, na którym etapie procesu tracicie najwięcej i jakie wskaźniki rzeczywiście dałyby Wam kontrolę nad wynikiem.

Rozpoznajesz ten problem w swojej firmie? Porozmawiajmy.

Podczas krótkiego spotkania przyjrzymy się Twojej sytuacji i sprawdzimy, gdzie mogą być największe możliwości poprawy.

Umów rozmowę z ekspertem

Zobacz też