ITTC
Wróć do Wiedzy

Artykuł

Jak zmierzyć efektywność procesów biznesowych, żeby wnioski miały sens

· 6 min czytania

Jak zmierzyć efektywność procesów biznesowych, żeby wnioski miały sens

Dlaczego pomiar procesów bywa mylący

Rozmowa o efektywności procesów zaczyna się zwykle od zdania: „my to mierzymy”. I często rzeczywiście mierzą. Są raporty, dashboardy, wskaźniki w systemie ERP, comiesięczne zestawienia. Tylko że gdy zapytać, jaka decyzja została podjęta na podstawie tych danych w ostatnim kwartale, odpowiedź jest znacznie mniej precyzyjna.

To dość typowa sytuacja. Pomiar żyje własnym życiem, obok zarządzania. Powstaje, bo ktoś kiedyś poprosił o raport, potem raport został w kalendarzu i nikt go nie zakwestionował. Efektywność procesów biznesowych nie jest jednak kwestią liczby wskaźników, ale tego, czy pomiar odpowiada na pytanie, które ma znaczenie dla wyniku firmy.

Drugi powód, dla którego pomiar bywa mylący, jest bardziej subtelny. Procesy w firmach rzadko kończą się na granicy jednego działu, a mierzone są prawie zawsze w obrębie działów. Produkcja raportuje swoją wydajność, logistyka swoją terminowość, sprzedaż swoje wyniki. Każdy obszar wygląda przyzwoicie, a klient i tak czeka trzy tygodnie na to, co obiecano mu w dwóch. Straty powstają na stykach, a stykami nikt nie zarządza, bo nikt ich nie mierzy.

Od czego naprawdę zacząć

Zanim dobierze się wskaźniki, trzeba odpowiedzieć na pytanie, po co mierzymy. Brzmi banalnie, ale to pytanie eliminuje połowę raportów, które firmy produkują.

Z naszych doświadczeń wynika, że sensowny pomiar zaczyna się od trzech ustaleń:

- Gdzie przebiega proces end-to-end — od realnego punktu startu (zapytanie klienta, zgłoszenie, zamówienie) do realnego punktu końcowego (dostarczona wartość, zapłacona faktura), niezależnie od struktury organizacyjnej. - Co jest wynikiem tego procesu z perspektywy klienta i z perspektywy firmy — te dwie perspektywy nie zawsze są zgodne i właśnie w tej niezgodności kryje się najwięcej informacji. - Jaką decyzję chcemy podejmować na podstawie pomiaru — inaczej mierzy się proces, który chcemy przyspieszyć, a inaczej ten, w którym walczymy o powtarzalność jakości.

Bez tego trzeciego punktu pomiar staje się archiwum, a nie narzędziem.

Cztery wymiary, które wystarczają w większości przypadków

Nie trzeba budować rozbudowanej metodyki, żeby zobaczyć, gdzie proces traci pieniądze. W praktyce sprowadza się to do czterech wymiarów.

Czas

Najbardziej niedoceniana miara. Warto rozdzielić czas przetwarzania (kiedy ktoś rzeczywiście coś robi) od czasu przejścia (od początku do końca procesu). Różnica między nimi to czas oczekiwania — i w wielu procesach biurowych stanowi zdecydowaną większość całości. Gdy firma chce przyspieszyć proces, zwykle najpierw próbuje zmusić ludzi do szybszej pracy. Tymczasem rezerwa leży w kolejkach, akceptacjach i przekazywaniu zadań między osobami.

Czas przejścia ma bezpośredni wpływ na cash flow. Krótszy cykl od zamówienia do faktury to szybszy obrót kapitału przy tych samych zasobach.

Jakość i powtarzalność

Tutaj kluczowy jest wskaźnik przejścia bez poprawek — jaki procent spraw przechodzi przez proces za pierwszym razem, bez korekt, wyjaśnień i cofania do poprzedniego etapu. Poprawki są kosztem, którego prawie nikt nie księguje osobno, choć potrafi zjadać znaczną część zdolności zespołu.

Warto też sprawdzać rozrzut, nie tylko średnią. Proces, który realizuje zlecenie średnio w pięć dni, ale w skrajnych przypadkach w dwadzieścia, jest z perspektywy klienta procesem dwudziestodniowym.

Koszt i produktywność

Koszt jednostkowy obsługi jednej transakcji, jednego zgłoszenia, jednego zamówienia. To miara, która pokazuje skalowalność: jeśli przy wzroście wolumenu o 30% koszt jednostkowy nie spada, firma nie ma dźwigni operacyjnej i wzrost sprzedaży nie przełoży się na wzrost marży w takim stopniu, jakiego oczekuje zarząd.

Zależność od ludzi

Miara rzadko formalizowana, a bardzo istotna dla wartości przedsiębiorstwa. Ile spraw w procesie wymaga udziału jednej konkretnej osoby? Ile decyzji nie może zostać podjętych bez właściciela lub jednego menedżera? Proces uzależniony od pojedynczych osób jest procesem, którego nie da się bezpiecznie skalować ani przekazać.

Jak zebrać dane, gdy systemy nie pomagają

Częsty argument brzmi: nie mamy danych. Zwykle są, tylko rozproszone albo zapisane w sposób nieużyteczny do analizy przebiegu procesu.

W takich sytuacjach sprawdza się podejście etapowe. Najpierw kilkutygodniowy pomiar ręczny na próbie — prosty rejestr znaczników czasu na kluczowych etapach. Nie jest doskonały, ale w ciągu miesiąca pokazuje rzędy wielkości i miejsca, gdzie proces stoi. Potem, gdy wiadomo już, co warto mierzyć na stałe, ma sens inwestycja w automatyzację pomiaru i uporządkowanie danych w systemach.

Odwrotna kolejność — najpierw wdrożenie narzędzia, potem zastanawianie się, co z niego czytać — kończy się kolejnym dashboardem, którego nikt nie otwiera.

Pomiar to nie koniec, to początek rozmowy

Dane same nie poprawiają procesu. Poprawia go decyzja podjęta na ich podstawie i konsekwencja we wdrożeniu. Dlatego pomiar musi mieć właściciela — kogoś odpowiedzialnego za wynik całego procesu, nie tylko za swój fragment. Bez tego wskaźniki stają się narzędziem tłumaczenia się, a nie zarządzania.

Warto też przewidzieć naturalny odruch organizacji: ludzie optymalizują to, z czego są rozliczani. Jeśli zespół obsługi klienta mierzymy wyłącznie liczbą zamkniętych zgłoszeń, zgłoszenia będą zamykane szybko — niekoniecznie rozwiązywane. Dobór miar to zawsze decyzja o tym, jakie zachowania wzmacniamy.

I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć w rozmowie o operacjach: nie każdy proces trzeba mierzyć równie dokładnie. Warto skupić uwagę na tych, które mają największy wpływ na przychód, marżę lub doświadczenie klienta. Reszta wymaga tylko pilnowania, żeby nie generowała ryzyka.

Kiedy warto spojrzeć na to z zewnątrz

Najtrudniejszą częścią pomiaru procesów nie jest matematyka, a spojrzenie na własną organizację bez przywiązania do tego, jak zawsze się w niej pracowało. Osoby wewnątrz firmy widzą proces przez pryzmat swojej roli — i to naturalne.

W ITTC pracujemy z firmami, które chcą przejść od raportowania do rzeczywistego zarządzania efektywnością: od diagnozy przebiegu procesów end-to-end, przez dobór miar powiązanych z celami biznesowymi, po zaprojektowanie zmian i wsparcie menedżerów we wdrożeniu. Czasem jest to projekt doradczy, czasem obecność interim managera po stronie operacji, czasem uporządkowanie danych i technologii, która ma pomiar utrzymać w czasie.

Jeżeli macie wskaźniki, ale trudno na ich podstawie wskazać, gdzie proces traci pieniądze — to dobry moment, żeby przyjrzeć się temu szerzej. Możemy wspólnie przeanalizować przebieg kluczowych procesów w Waszej firmie i ustalić, które miary rzeczywiście przełożą się na decyzje i wynik.

Rozpoznajesz ten problem w swojej firmie? Porozmawiajmy.

Podczas krótkiego spotkania przyjrzymy się Twojej sytuacji i sprawdzimy, gdzie mogą być największe możliwości poprawy.

Umów rozmowę z ekspertem

Zobacz też