ITTC
Wróć do Wiedzy

Artykuł

Jak przygotować firmę do skalowania procesów, zanim wzrost zacznie kosztować za dużo

· 6 min czytania

Jak przygotować firmę do skalowania procesów, zanim wzrost zacznie kosztować za dużo

Jest pewien moment w życiu firmy, który trudno zauważyć od środka. Sprzedaż rośnie, zamówień jest więcej, zatrudnienie idzie w górę – a jednocześnie coś zaczyna się zacierać. Terminy przestają się trzymać, marża topnieje przy rosnących przychodach, zarząd spędza coraz więcej czasu na gaszeniu pożarów, których rok wcześniej nie było. Nikt nie popełnił błędu. Po prostu organizacja urosła szybciej niż jej procesy.

Skalowanie procesów rzadko jest projektem, który ktoś świadomie inicjuje. Zwykle jest reakcją na ból. A wtedy jest już drogo.

Skalowanie to nie „więcej tego samego”

Najczęstsze nieporozumienie polega na założeniu, że skalowanie oznacza zwiększenie wolumenu przy zachowaniu dotychczasowego sposobu pracy. Zatrudnimy dwóch handlowców więcej, dołożymy zmianę na produkcji, dokupimy licencje. Problem w tym, że procesy, które działają przy dwudziestu zamówieniach dziennie, przy stu przestają działać nie liniowo, a skokowo.

Dzieje się tak, ponieważ w mniejszej organizacji ogromna część procesu istnieje wyłącznie w głowach ludzi. Ktoś wie, komu zadzwonić. Ktoś pamięta, że ten klient ma inne warunki. Ktoś sprawdza dokument, bo „zawsze go sprawdzał”. To działa i bywa bardzo efektywne – dopóki liczba wyjątków nie przekroczy pojemności pamięci zespołu.

Z doświadczeń naszych ekspertów wynika, że pierwszym symptomem nie jest chaos operacyjny, ale wzrost liczby decyzji eskalowanych na wyższy poziom zarządzania. Jeśli dyrektor operacyjny albo właściciel jest wciągany w sprawy, które teoretycznie powinny rozstrzygać się poziom niżej, to nie jest kwestia kompetencji ludzi. To sygnał, że proces nie ma zdefiniowanych reguł dla sytuacji nietypowych, a nietypowych sytuacji jest coraz więcej.

Cztery pytania, które warto zadać przed skalowaniem

Zanim organizacja zacznie zwiększać skalę, warto sprawdzić, czy proces w ogóle jest gotowy, by go powielać. W praktyce sprowadza się to do kilku niewygodnych pytań.

Czy wiemy, jak proces naprawdę wygląda? Nie jak jest opisany w procedurze, ale jak jest wykonywany. Rozjazd między jednym a drugim to zwykle miejsce, w którym powstają koszty ukryte – poprawki, dublowanie pracy, korekty faktur, reklamacje.

Czy proces działa bez konkretnych osób? Jeśli urlop jednej osoby zatrzymuje fakturowanie albo domknięcie oferty, to nie jest proces, to jest zależność. Skalowanie takiej zależności oznacza mnożenie ryzyka, a przy okazji obniża wartość przedsiębiorstwa – każdy inwestor i każdy kupujący wycenia firmy uzależnione od pojedynczych ludzi niżej.

Czy mierzymy proces, czy tylko jego wynik? Wiele firm zna przychód i wie, ile wystawiono faktur, ale nie wie, ile trwa cykl od zapytania do oferty, jaki procent ofert wraca do poprawy, ile czasu zamówienie czeka na decyzję. Bez tych danych skalowanie jest jazdą po nocy – widać, że coś się psuje, ale nie widać gdzie.

Czy technologia wspiera proces, czy go konserwuje? To jedno z częściej pomijanych pytań. Wdrożenie systemu na nieuporządkowany proces zwykle utrwala jego wady i dodatkowo je automatyzuje. Kolejność ma znaczenie: najpierw zrozumienie i uproszczenie procesu, potem cyfryzacja.

Gdzie najczęściej pęka przy wzroście

Skalowanie obnaża trzy obszary, które w mniejszej skali radziły sobie same.

Pierwszym jest przepływ informacji między funkcjami. Sprzedaż obiecuje termin, którego produkcja nie potwierdziła. Marketing generuje leady, których profil nie odpowiada temu, co firma umie obsłużyć rentownie. Finanse dowiadują się o zmianie warunków po fakcie. Przy niewielkiej skali koryguje to rozmowa na korytarzu. Przy większej – koryguje to marża.

Drugim jest zdolność menedżerów do zarządzania większym zespołem i systemem, a nie zadaniami. Awans dobrego specjalisty na kierownika działa do pewnego rozmiaru. Potem potrzebne są inne kompetencje: delegowanie, standaryzacja, praca na wskaźnikach, prowadzenie rozmów rozwojowych. To rzadko przychodzi samo i jeszcze rzadziej jest przedmiotem świadomego rozwoju.

Trzecim jest struktura kosztów. Wzrost, który wymaga proporcjonalnego wzrostu zatrudnienia w back office, nie jest skalowaniem – jest powielaniem. Firmy, które skalują się dobrze, potrafią wskazać, które elementy procesu rosną wraz z wolumenem, a które nie muszą.

Od czego zacząć w praktyce

Najbardziej sensowna kolejność zwykle wygląda tak:

1. Zmapowanie kilku procesów krytycznych – tych, które mają największy wpływ na przychód, marżę i doświadczenie klienta. Nie wszystkich. Trzech, może czterech. 2. Identyfikacja punktów decyzyjnych i wyjątków – gdzie proces się zatrzymuje, kto rozstrzyga, ile to trwa i ile takich sytuacji jest miesięcznie. 3. Uproszczenie przed automatyzacją – usunięcie kroków, które nie dodają wartości, i standaryzacja tego, co jest powtarzalne. 4. Ustalenie wskaźników procesowych – kilku, nie kilkunastu, powiązanych z decyzjami, a nie z raportowaniem. 5. Przeniesienie odpowiedzialności na właścicieli procesów – bez tego nawet dobrze zaprojektowany proces wróci do stanu wyjściowego w ciągu kilku miesięcy. 6. Dopasowanie technologii – dopiero teraz, do procesu, który ma sens.

Punkt piąty jest tym, który najczęściej bywa pomijany, a decyduje o trwałości zmiany. Proces bez właściciela to dokument, nie sposób pracy.

Skalowanie jako decyzja strategiczna, nie operacyjna

Warto na koniec odwrócić perspektywę. Pytanie „jak przygotować firmę do skalowania procesów” brzmi operacyjnie, ale odpowiedź jest strategiczna. Skalowalność to cecha modelu biznesowego, nie zestaw usprawnień. Firma może być bardzo dobrze zarządzana i jednocześnie nieskalowalna, jeśli jej model opiera się na indywidualnym podejściu do każdego zlecenia bez powtarzalnego rdzenia.

Dlatego rozmowę o skalowaniu warto zaczynać od pytania, co dokładnie chcemy skalować: przychód, wolumen, liczbę rynków, liczbę klientów, czy rentowność. Odpowiedzi prowadzą do zupełnie różnych priorytetów – i różnych kosztów.

W pracy z firmami, które stoją przed tym progiem, najwięcej wnosi zwykle rzetelna diagnoza: przegląd procesów krytycznych, zależności między sprzedażą, operacjami i finansami, gotowości menedżerów oraz stanu technologii. Dopiero na tej podstawie da się zaprojektować zmianę, która nie zatrzyma się na etapie prezentacji. Takie projekty prowadzimy w ITTC w formule doradczej, mentoringowej lub – gdy skala zmiany tego wymaga – interim management po stronie operacyjnej.

Jeżeli w swojej firmie widzisz objawy opisane wyżej – rosnące przychody przy spadającej marży, coraz więcej eskalacji, procesy trzymające się na kilku osobach – warto przyjrzeć się temu, zanim wzrost stanie się problemem. Możemy wspólnie zdiagnozować, gdzie leży rzeczywiste ograniczenie skalowalności i które działania dadzą najszybszy efekt.

Sprawdźmy, co to oznacza dla Twojej firmy.

Opowiedz nam o swoim wyzwaniu. Wspólnie zidentyfikujemy możliwe przyczyny, obszary poprawy i potencjalne kierunki działania.

Umów Executive Session

Zobacz też