Artykuł
Jak przygotować firmę do due diligence, zanim zrobi to za nas inwestor
· 7 min czytania
Due diligence zaczyna się dużo wcześniej, niż myśli większość właścicieli
Większość przedsiębiorców traktuje due diligence jako etap transakcji. Przychodzi inwestor, przysyła listę pytań, firma przez kilka tygodni kompletuje dokumenty, potem są rozmowy, korekty ceny i podpis. W praktyce przygotowanie firmy do due diligence to proces, który powinien zacząć się na 12–24 miesiące przed rozmową z jakimkolwiek kupującym — i który w dużej mierze pokrywa się po prostu z dobrym zarządzaniem.
To nie jest kwestia estetyki. Badanie due diligence nie służy temu, by potwierdzić, że firma jest dobra. Służy temu, by znaleźć ryzyka, które uzasadnią obniżenie ceny, rozbudowanie katalogu oświadczeń i gwarancji albo zatrzymanie części płatności w earn-oucie. Każda niejasność, której nie umiesz wyjaśnić w ciągu kilku dni, jest po drugiej stronie wyceniana. Zwykle nie na twoją korzyść.
Dlaczego firmy wypadają słabo, mimo że są rentowne
Z obserwacji przedsiębiorstw, które przechodzą przez ten proces, wyłania się dość powtarzalny obraz. Problemem rzadko jest wynik finansowy. Problemem jest niespójność między tym, co firma o sobie mówi, a tym, co da się udowodnić dokumentami.
Właściciel twierdzi, że marża na kluczowym segmencie wynosi 30 procent, ale system nie pozwala tego rozbić. Zarząd mówi o dywersyfikacji klientów, a z analizy wynika, że trzech odbiorców odpowiada za połowę przychodu. Firma deklaruje powtarzalny model sprzedaży, a po zejściu poziom niżej okazuje się, że połowa kontraktów została domknięta osobiście przez prezesa. Każda z tych rzeczy z osobna jest do przeżycia. Razem tworzą wrażenie organizacji, która działa dzięki ludziom, a nie dzięki systemowi — i to jest jeden z najdroższych sygnałów, jakie można wysłać kupującemu.
Do tego dochodzą klasyki: umowy z kluczowymi klientami zawarte ustnie albo wygasłe, nieuregulowane prawa do znaku towarowego lub oprogramowania, nieformalne rozliczenia z podmiotami powiązanymi, majątek prywatny właściciela używany w działalności, brak dokumentacji pracowniczej przy współpracy B2B z osobami, które faktycznie funkcjonują jak etatowi pracownicy.
Cztery obszary, które badane są najuważniej
Finanse i jakość zysku
Kupujący nie kupuje EBITDA z zeszłego roku. Kupuje powtarzalną zdolność do generowania gotówki. Dlatego kluczowe pytanie brzmi: ile z twojego wyniku jest normalizowalne, a ile jednorazowe. Warto samodzielnie przygotować mostek od wyniku księgowego do EBITDA skorygowanej — z wyszczególnieniem kosztów prywatnych, zdarzeń jednorazowych, wynagrodzenia właściciela na warunkach rynkowych, transakcji z podmiotami powiązanymi.
Równie ważna jest analityka: rentowność w podziale na klientów, produkty, kanały. Jeśli firma nie potrafi tego pokazać, doradca kupującego zrobi to za nią — na podstawie własnych założeń, zwykle ostrożniejszych.
Prawo i własność
Struktura właścicielska, umowy spółki, zgody korporacyjne, tytuły do nieruchomości i wyposażenia, prawa autorskie do systemów IT, znaki towarowe, klauzule change of control w umowach z klientami i bankami. Ta ostatnia bywa niemiłą niespodzianką — kontrakt, który przy zmianie właściciela można wypowiedzieć, potrafi realnie zmienić wycenę.
Osobny wątek to kwestie podatkowe i regulacyjne. Stan prawny w Polsce zmienia się na tyle często, że ocenę zgodności — zwłaszcza w zakresie rozliczeń, ulg, cen transferowych czy zatrudnienia — warto zlecić doradcy i zweryfikować pod aktualne przepisy, a nie pod praktykę sprzed kilku lat.
Operacje i procesy
Tu kupujący sprawdza, czy firma jest skalowalna, czy tylko pracowita. Czy istnieją opisane procesy, czy wiedza siedzi w głowach. Jak wygląda zależność od dostawców. Jaka jest realna wydajność, poziom reklamacji, terminowość. Czy dane operacyjne w ogóle są zbierane, czy odpowiedzią na pytanie o wskaźnik jest „to trzeba by policzyć”.
Ludzie i zarządzanie
Najczęściej niedoceniany obszar. Pytanie, które pada zawsze, brzmi: co się stanie z tą firmą, kiedy właściciel odejdzie. Jeżeli odpowiedź jest niewygodna, transakcja zwykle kończy się długim okresem przejściowym, earn-outem i niższą ceną z góry. Uporządkowanie zakresów odpowiedzialności, zbudowanie drugiej linii zarządzania i przekazanie relacji z kluczowymi klientami zajmuje kwartały, nie tygodnie. Dlatego to działanie, które trzeba zacząć najwcześniej.
Jak podejść do przygotowania w praktyce
Najskuteczniejszą metodą jest własne due diligence przeprowadzone zanim zrobi to kupujący — czyli vendor due diligence albo przynajmniej jego uproszczona wersja. Chodzi o to, żeby przejść przez standardową listę pytań transakcyjnych i uczciwie odpowiedzieć: co mamy, czego nie mamy, co jest ryzykiem, a co da się naprawić.
Sensowna sekwencja wygląda mniej więcej tak:
- diagnoza luk w czterech obszarach: finanse, prawo, operacje, ludzie, - podział znalezisk na te do naprawienia, te do wyjaśnienia narracją i te, które trzeba ujawnić wprost, - naprawa tego, co realnie da się naprawić w dostępnym czasie — zwykle to porządek w umowach, analityka rentowności, dokumentacja procesów, oddzielenie spraw prywatnych od firmowych, - zbudowanie data roomu i spójnej dokumentacji równolegle z naprawami, nie po nich.
Jedna uwaga z praktyki: nie warto ukrywać problemów. Kupujący i tak je znajdzie, a wtedy zapłacisz podwójnie — za samo ryzyko i za utratę wiarygodności, która przekłada się na twardszą postawę w negocjacjach każdego kolejnego punktu.
To się opłaca nawet bez transakcji
Ciekawe jest to, że lista działań przygotowujących firmę do due diligence pokrywa się niemal w całości z listą działań, które i tak podnoszą wartość i odporność przedsiębiorstwa. Przejrzysta analityka rentowności, mniejsza zależność od pojedynczych osób i klientów, opisane procesy, uporządkowane umowy — to wszystko poprawia marżę i przewidywalność niezależnie od tego, czy firma będzie sprzedawana. Sprzedaż jest tylko momentem, w którym ten porządek zostaje wyceniony.
Dlatego coraz częściej podchodzi się do tego odwrotnie niż kiedyś: nie „przygotujmy firmę do sprzedaży”, tylko „zarządzajmy firmą tak, żeby w każdej chwili była gotowa”. To zmienia pozycję negocjacyjną, bo pozwala rozmawiać wtedy, kiedy jest dobry moment rynkowy, a nie wtedy, kiedy skończy się porządkowanie dokumentów.
Jeśli myślisz o tym w perspektywie najbliższych lat
Przygotowanie firmy do due diligence to projekt na styku finansów, prawa, operacji i zarządzania ludźmi. Rzadko udaje się poprowadzić go w całości wewnętrznie — nie z braku kompetencji, ale dlatego, że zespół, który firmę zbudował, ma naturalną trudność z patrzeniem na nią oczami kupującego.
W ITTC pracujemy z zarządami i właścicielami nad tym, żeby ten obraz uporządkować wcześniej: od diagnozy luk, przez uporządkowanie procesów i analityki, po budowę drugiej linii zarządzania i zmniejszenie zależności organizacji od pojedynczych osób. W części przypadków oznacza to consulting i wsparcie zarządu, w innych interim management na czas przygotowań.
Jeżeli rozważasz sprzedaż firmy, wejście inwestora albo po prostu chcesz wiedzieć, jak twoja organizacja wypadłaby dziś w badaniu, warto zacząć od uczciwej diagnozy. Możemy wspólnie przejść przez kluczowe obszary i wskazać, gdzie leży realne ryzyko oraz co da się naprawić w dostępnym czasie.
Rozpoznajesz ten problem w swojej firmie? Porozmawiajmy.
Podczas krótkiego spotkania przyjrzymy się Twojej sytuacji i sprawdzimy, gdzie mogą być największe możliwości poprawy.
Umów rozmowę z ekspertem