ITTC
Wróć do Wiedzy

Artykuł

Firma działa dzięki ludziom, a nie dzięki procesom – co z tym zrobić?

· 5 min czytania

Firma działa dzięki ludziom, a nie dzięki procesom – co z tym zrobić?

Kiedy firma działa „bo Marek wie, jak to zrobić”

Jest pewien typ rozmowy, który powtarza się w firmach niezależnie od branży i skali. Zarząd mówi: mamy dobrych ludzi, zaangażowanych, pracują u nas po kilkanaście lat, znają klientów, znają produkt, wiedzą, co zrobić, gdy coś idzie nie tak. I to jest prawda. Tylko że kilka zdań później pojawia się druga część: „ale gdyby Marek odszedł, mielibyśmy poważny problem”.

To nie jest opowieść o złym zarządzaniu. Uzależnienie firmy od ludzi zamiast od procesów jest naturalnym efektem wzrostu organicznego. Na początku nikt nie opisuje procesów, bo nie ma po co – wszystko dzieje się w jednym pomieszczeniu, decyzje podejmuje właściciel, a wiedza krąży w rozmowach. Firma rośnie, ale sposób działania zostaje ten sam. Zmienia się tylko skala ryzyka.

Dlaczego to problem większy, niż wygląda

Najczęściej firmy zauważają ten problem w momencie, w którym jest już kosztowny. Odchodzi kluczowy handlowiec i razem z nim wychodzi część relacji z klientami. Kierownik produkcji idzie na dłuższe zwolnienie i terminy zaczynają się rozjeżdżać. Nowa osoba w dziale obsługi przez trzy miesiące uczy się rzeczy, których nikt nie potrafi jej przekazać inaczej niż przez „patrz, jak ja to robię”.

Ale najbardziej dotkliwe konsekwencje są mniej widowiskowe i rozłożone w czasie.

Pierwsza to brak przewidywalności. Jeśli wynik zależy od tego, jak dana osoba poradziła sobie w danym miesiącu, prognozowanie staje się zgadywaniem. Trudno planować moce, zatowarowanie czy cash flow, gdy nie da się przewidzieć, ile faktycznie sprzedamy i w jakim czasie zrealizujemy zlecenia.

Druga to sufit wzrostu. Organizacja oparta na ludziach, a nie na procesach, skaluje się liniowo: więcej sprzedaży wymaga proporcjonalnie więcej doświadczonych osób. Problem polega na tym, że doświadczonych osób nie da się zatrudnić w tempie, w jakim rośnie rynek. Dlatego wiele firm zatrzymuje się na poziomie, którego nie potrafi przekroczyć, i tłumaczy to „trudnym rynkiem pracy”.

Trzecia to koszt ukryty w marży. Tam, gdzie nie ma standardu, każdy robi po swojemu. Część robi to dobrze, część nieco gorzej. Różnica nie pojawia się w żadnym raporcie jako osobna pozycja, ale rozchodzi się po rentowności: w rabatach udzielanych „na wyczucie”, w poprawkach, w reklamacjach, w nadgodzinach, w zapasach kupowanych na zapas, bo „lepiej mieć”.

Czwarta ujawnia się najpóźniej i najboleśniej: wartość przedsiębiorstwa. Inwestor lub kupujący patrzy nie tylko na EBITDA, ale na to, czy ten wynik jest powtarzalny bez obecnych właścicieli i bez trzech kluczowych osób. Firma, która działa dzięki ludziom, jest wyceniana z dyskontem za ryzyko. Czasem bardzo wyraźnym.

Procesy nie oznaczają biurokracji

Tutaj pojawia się największy opór. Słowo „proces” w wielu organizacjach kojarzy się z korporacyjnym aparatem, procedurami, których nikt nie czyta, i systemem, który spowalnia zamiast pomagać. To uzasadniona obawa, bo tak faktycznie kończy się większość źle prowadzonych projektów porządkowania organizacji.

Warto więc rozdzielić dwie rzeczy. Dokumentacja nie jest procesem. Proces to uzgodniony, powtarzalny sposób osiągania określonego rezultatu – wraz z odpowiedzialnością, punktami decyzyjnymi i miarą skuteczności. Może być opisany na jednej stronie. Może być zaszyty w systemie tak, że pracownik w ogóle nie musi go pamiętać, bo narzędzie prowadzi go po kolejnych krokach.

Celem nie jest też odebranie ludziom samodzielności. Z naszych doświadczeń wynika, że dobrze ułożone procesy działają odwrotnie: zdejmują z ludzi ciężar podejmowania w kółko tych samych decyzji i zostawiają im energię na sytuacje naprawdę wymagające myślenia. Standard obejmuje 80% powtarzalnych przypadków. Kompetencje pracownika są potrzebne w pozostałych 20% — i tam mają największą wartość.

Jak sprawdzić, gdzie realnie jesteście

Zanim zaczniecie cokolwiek opisywać, warto zrobić prostą diagnozę. Kilka pytań, które w praktyce dużo pokazują:

- Które procesy zatrzymają się lub poważnie zwolnią, jeśli konkretna osoba zniknie na dwa tygodnie? - Ile czasu zajmuje doprowadzenie nowego pracownika do samodzielności — i od czego to zależy? - Czy dwie osoby wykonujące to samo zadanie robią to podobnie? Jeśli nie, skąd bierze się różnica w efektach? - Które decyzje wracają do zarządu, mimo że nie powinny? - Gdzie klienci najczęściej odczuwają niespójność w kontakcie z firmą?

Odpowiedzi zwykle wskazują dwa lub trzy obszary, w których ryzyko jest największe: najczęściej sprzedaż, obsługa klienta i realizacja zamówień. Tam warto zacząć.

Kolejność, która zwykle działa

Typowy błąd polega na próbie opisania wszystkiego naraz. Powstaje wtedy gruby dokument, który po trzech miesiącach przestaje odpowiadać rzeczywistości.

Skuteczniejsze podejście jest wąskie i głębokie. Wybieracie jeden proces o największym wpływie na wynik. Ustalacie, jak faktycznie przebiega dziś — nie jak powinien. Nazywacie, kto jest za niego odpowiedzialny jako całość, bo w firmach opartych na ludziach właściciela procesu zwykle nie ma. Ustalacie jedną, dwie miary skuteczności. Upraszczacie, zanim zaczniecie standaryzować — nie ma sensu opisywać kroków, które w ogóle nie powinny istnieć. Dopiero potem sięgacie po narzędzia, bo technologia utrwala to, co jej dacie: dobry proces przyspiesza, zły utrwala bałagan.

I rzecz, o którą rozbija się najwięcej takich projektów: zmiana procesu jest zmianą sposobu pracy ludzi, a nie zmianą dokumentu. Osoba, która dotąd była niezastąpiona, może odebrać standaryzację jako odebranie jej pozycji w firmie. Bez rozmowy o tym, jaka jest jej rola po zmianie, opór pojawi się nawet przy najlepszym projekcie. Dlatego porządkowanie procesów to zawsze w części praca z menedżerami — z ich rolą, sposobem rozliczania zespołów i gotowością do oddania części kontroli systemowi.

Punkt równowagi

Celem nie jest firma, która działa bez ludzi. Taka nie istnieje i nie byłaby dobrym miejscem pracy. Celem jest organizacja, w której kompetencje ludzi są przewagą, a nie warunkiem przetrwania. Różnica jest zasadnicza: w pierwszym przypadku dobry pracownik podnosi wynik powyżej standardu, w drugim jego nieobecność ten wynik zawala.

Firmy, które przechodzą tę granicę, zwykle zauważają kilka rzeczy jednocześnie: krótszy czas wdrożenia nowych osób, mniejszą rozpiętość wyników w zespołach, spokojniejsze urlopy zarządu i wyraźnie lepszą pozycję w rozmowach z inwestorem lub bankiem.

Jeżeli rozpoznajesz tę sytuację w swojej firmie — działa dobrze, ale zbyt wiele zależy od kilku osób — warto przyjrzeć się temu, zanim wymusi to na Was okoliczność. Możemy wspólnie przeanalizować, gdzie leży realne ryzyko, które procesy mają największy wpływ na wynik i od czego zacząć, żeby zmiana nie zatrzymała się na dokumentacji.

Rozpoznajesz ten problem w swojej firmie? Porozmawiajmy.

Podczas krótkiego spotkania przyjrzymy się Twojej sytuacji i sprawdzimy, gdzie mogą być największe możliwości poprawy.

Umów rozmowę z ekspertem

Zobacz też