Strategia bywa dobra. Wyniki i tak nie przychodzą
Jedno z częstszych pytań, jakie słyszymy podczas rozmów z zarządami, brzmi mniej więcej tak: „Mamy strategię, wszyscy ją znają, kierunek jest sensowny — dlaczego nic się nie zmienia?”. To pytanie zadają zwykle ludzie, którzy naprawdę odrobili pracę domową. Przeanalizowali rynek, ustawili priorytety, przygotowali prezentację, zakomunikowali plan. Po roku okazuje się, że przychody rosną w tempie rynku, marża się nie poprawiła, a organizacja robi w zasadzie to samo, co wcześniej.
W takich sytuacjach pierwszy odruch to wrócić do strategii i ją poprawić. Zwykle to błąd. Jeżeli strategia nie przekłada się na wyniki, przyczyna najczęściej leży nie w kierunku, tylko w przestrzeni między decyzją a wykonaniem. A ta przestrzeń jest w firmach zaskakująco słabo zarządzana.
Strategia jako dokument, nie jako zestaw wyborów
Dobra strategia to przede wszystkim decyzja o tym, czego firma nie będzie robić. W praktyce większość dokumentów strategicznych nie zawiera takich decyzji. Zawiera ambicje: wzrost sprzedaży, ekspansja, nowe produkty, cyfryzacja, efektywność operacyjna, rozwój kompetencji. Każdy z tych punktów z osobna jest rozsądny. Razem tworzą listę, której żadna organizacja nie jest w stanie zrealizować równocześnie.
Efekt jest przewidywalny: ludzie wybierają sami. A wybierają zwykle to, co jest najbliżej ich codziennych obowiązków, najmniej ryzykowne i najłatwiej rozliczalne. Strategia formalnie obowiązuje, ale w praktyce działa jako zbiór opcjonalnych sugestii.
Warto zadać sobie proste pytanie kontrolne: gdyby ktoś zapytał trzech dyrektorów z Twojej firmy, z czego firma świadomie zrezygnowała w tym roku w imię strategii, czy usłyszałbyś trzy zbieżne odpowiedzi?
Cztery miejsca, w których gubi się efekt
Z naszych doświadczeń wynika, że rozjazd między strategią a wynikami powstaje najczęściej w kilku powtarzalnych punktach.
Pierwszy: brak przełożenia strategii na poziom operacyjny. Cel „wzrost marży o kilka punktów” nie mówi handlowcowi, co ma zrobić w poniedziałek rano. Dopóki nie zostanie przetłumaczony na politykę cenową, zasady rabatowania, kryteria kwalifikacji klientów i sposób rozliczania sprzedaży, pozostaje intencją.
Drugi: system motywacyjny sprzeczny ze strategią. Firma deklaruje wzrost rentowności, a premiuje obrót. Deklaruje pozyskiwanie nowych klientów, a nagradza utrzymanie portfela. Ludzie prawie zawsze realizują to, za co są rozliczani, a nie to, co jest napisane w strategii. Ta sprzeczność jest banalna, gdy się ją nazwie, i zaskakująco trwała, gdy się jej nie zauważy.
Trzeci: brak zdolności wykonawczej. Strategia zakłada zmianę modelu sprzedaży, ale zespół nie ma kompetencji do pracy w nowym modelu. Zakłada cyfryzację, ale procesy są na tyle nieuporządkowane, że nie ma czego cyfryzować. Zakłada wejście w nowy segment, ale całą wiedzą o tym segmencie dysponuje jedna osoba, która ma już pełny etat obowiązków. To nie jest problem chęci, tylko przepustowości.
Czwarty: brak właściciela. Inicjatywy strategiczne bardzo często nie mają jednej osoby, która odpowiada za rezultat, ma mandat do decyzji i realny czas na ich prowadzenie. Odpowiedzialność „zespołowa” w praktyce oznacza brak odpowiedzialności.
Kiedy problem leży gdzie indziej, niż się wydaje
Często obserwujemy, że nierealizowana strategia jest diagnozowana jako problem sprzedaży. Zarząd zmienia dyrektora handlowego, podnosi cele, wprowadza nowy system premiowy. Wyniki poprawiają się na kwartał, potem wracają do poziomu wyjściowego.
W praktyce problem bywa gdzie indziej. Sprzedaż nie rośnie, bo oferta przestała odpowiadać na realną potrzebę rynku. Albo dlatego, że czas realizacji zamówienia jest dłuższy niż u konkurencji, więc handlowcy tracą kontrakty na etapie, którego nie kontrolują. Albo dlatego, że dane o klientach są rozproszone i nikt nie jest w stanie powiedzieć, które segmenty faktycznie zarabiają.
Dlatego diagnozę warto prowadzić przekrojowo, a nie w obrębie jednego działu. Strategia dotyka jednocześnie oferty, procesów, technologii, struktury kosztów i kompetencji ludzi. Jeżeli którykolwiek z tych elementów nie nadąża, wynik nie przyjdzie — niezależnie od jakości planu.
Jak sprawdzić, gdzie faktycznie stoi realizacja
Kilka pytań, które w rozmowach z zarządami zwykle najszybciej odsłaniają prawdę:
- Ile inicjatyw strategicznych prowadzicie równolegle i ile z nich ma przypisany budżet oraz konkretnego właściciela? - Czy potraficie wskazać, o ile zmieniły się wskaźniki, na których miała się oprzeć strategia — a nie tylko ogólne przychody? - Jak często zarząd wraca do strategii poza cyklem budżetowym? - Czy menedżerowie średniego szczebla potrafią powiedzieć, co konkretnie zmieniło się w ich pracy od momentu przyjęcia strategii? - Które decyzje z ostatnich dwunastu miesięcy były sprzeczne ze strategią i dlaczego zostały podjęte?
Ostatnie pytanie jest najbardziej niewygodne i zwykle najbardziej pouczające.
Realizacja to osobna kompetencja
Warto przyjąć założenie, że tworzenie strategii i jej wdrażanie to dwie różne umiejętności organizacyjne. Firmy zwykle mają rozwiniętą tę pierwszą — analityczną, koncepcyjną, prezentacyjną. Druga wymaga innej dyscypliny: kaskadowania celów, ustawienia mierników, cyklicznego przeglądu postępów, przesuwania zasobów, korygowania kursu, a czasem świadomego zamykania inicjatyw, które nie przynoszą efektu.
To mało efektowna praca. Nie wymaga wizji, tylko konsekwencji i jasnego przypisania odpowiedzialności. Właśnie dlatego tak często umyka — jest mniej atrakcyjna niż projektowanie kierunku, a wymaga więcej czasu zarządu.
W niektórych sytuacjach organizacji brakuje po prostu rąk i doświadczenia, żeby taką zmianę poprowadzić równolegle z bieżącym biznesem. Wtedy sensownym rozwiązaniem bywa wsparcie z zewnątrz — w formie doradztwa przy diagnozie i przeprojektowaniu procesów, mentoringu dla kadry menedżerskiej albo interim managementu, gdy zmiana wymaga kogoś, kto przez określony czas realnie ją poprowadzi. W ITTC pracujemy z firmami głównie w tym momencie: nie na etapie pisania strategii, lecz wtedy, gdy trzeba doprowadzić ją do wyniku.
Co z tego wynika dla zarządu
Jeżeli wyniki nie nadążają za planem, zanim zmienisz strategię, sprawdź trzy rzeczy: czy zawiera realne wybory, czy została przetłumaczona na decyzje operacyjne i czy organizacja ma zdolność, żeby ją unieść. W większości firm, które znamy, przynajmniej jedna z tych odpowiedzi jest negatywna.
Strategia rzadko zawodzi dlatego, że była zła. Znacznie częściej dlatego, że nikt nie zaprojektował drogi między nią a codziennością firmy.
Jeżeli rozpoznajesz ten problem u siebie, warto przyjrzeć się mu szerzej — nie tylko w obszarze, w którym widać skutki, ale tam, gdzie faktycznie powstaje przyczyna. Możemy wspólnie przeanalizować, gdzie w Twojej organizacji urywa się przełożenie strategii na wyniki i jakie działania dadzą najszybszy efekt.
Rozpoznajesz ten problem w swojej firmie? Porozmawiajmy.
Podczas krótkiego spotkania przyjrzymy się Twojej sytuacji i sprawdzimy, gdzie mogą być największe możliwości poprawy.
Umów rozmowę z ekspertem